Odcinek #14 Czarownice z Gdańska

Odcinek #14 Czarownice z Gdańska

Czy w Europie działała międzynarodowa szajka czarownic, które spotykały się z diabłem na szczytach gór? Niektórzy święcie w to wierzyli, przypisując wiedźmom nadprzyrodzone mocy. W rzeczywistości gorączka procesów o czarostwo była dużo bardziej złożonym zjawiskiem. W dzisiejszym odcinku przyjrzymy się bliżej temu fenomenowi na przykładzie Gdańska.

W drugiej połowie XII wieku na ulicach Lyonu pojawił się nowy kaznodzieja. Nazywał się Piotr Waldo i był znany w środowisku bogatych kupców Burgundii;  nikt natomiast nie spodziewał się po nim religijnego zapału.

Waldo jednak rozdał swój majątek, a wśród ludu głosił ideę prostego życia w ubóstwie. Odrzucał koncepcję Czyśćca i krytykował kumulację dóbr materialnych, sprzecznych według niego z wzorami życia apostołów, dążył również do przetłumaczenia Biblii na dialekt języka francuskiego używany w jego rodzinnych stronach, co było pierwszym tłumaczeniem Pisma na inny niż łacinę język. Wokół charyzmatycznego mówcy szybko zgromadził się tłum jego zwolenników – Ubogich Lyonu – którzy zaczęli rozgłaszać nauki Waldo, a cały ruch zaczęto nazywać waldensami.

Chociaż początkowo waldensi byli tolerowani przez papieża, szybko uznano ich za heretyków i zaczęto prześladować – dziesiątki waldensów skończyło na stosach, zaś sam Waldo został obłożony ekskomuniką. Aby uchronić się przed szykanami,  waldensi schronili się w wysokich górach północnej Italii, tworząc tam swoje wspólnoty.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Kopia-OSTATNI-KIELICH-WINA-W-JERUZALEM-1-1024x576.png

Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów: YouTube , Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, Facebook

Wielki cios spadł na waldensów na początku XV wieku. Inkwizytorzy z Lozanny, kierowani przez Ulrica de Torrenté, ruszyli w górskie doliny z zadaniem wytępienia herezji. Złapanych waldensów postawiono na przełomie 1429 i 1430 roku przed sądem we Fryburgu, a procesy o herezję szybko nabrały innego charakteru, zmieniając życie tysięcy kobiet.

Dominikanie – awangarda walki z herezją

Podczas procesów waldensów, inkwizytorzy dołączyli do katalogu swoich oskarżeń elementy ludowego folkloru i przesądów, przez co połączyli czarostwo z herezją. Wychodząc z tego założenia, inkwizytorzy zaczęli również ścigać czarowników, a wypadki we Fryburgu przeistoczyły się w  pierwsze polowanie na czarownice. Pojawiły się tam wszystkie elementy, tak chętnie wykorzystane przez kolejne dziesiątki lat – oskarżanie o kontakty i pakt z Diabłem, uczestniczenie w sabatach czarownic, posiadanie czarnych zwierząt w roli demonicznych chowańców, czy w końcu o kanibalizm. Archetyp czarownicy potrafiącej latać – na miotle, krześle, czy za pomocą specjalnej maści – również ma korzenie w procesach fryburskich. Na stosach spalono wówczas setki osób, a wydarzenia w Valais stały się iskrą, z której powstał okrutny pożar ugaszony dopiero w XVIII wieku.

Klasztor dominikanów w Gdańsku na tzw. planie sztokholmskim z około 1600 roku.

W 1216 r. Dominik Guzmán założył Zakon Kaznodziejski, którego członkowie byli znani jako dominikanie. Ich zadaniem była wędrówka i aktywne głoszenie Ewangelii; w przeciwieństwie do chociażby cystersów, którzy na swoje klasztory wybierali odludne miejsca, dominikanie energicznie weszli do średniowiecznych miast – mieli być odpowiedzią na religijne potrzeby i pytania mieszczaństwa. Na terenie Gdańska dominikanie pojawili się już w 1227 r., kiedy to książe Świętopełk przykazał braciom kościół św. Mikołaja, z którego wyruszali głosić kazania nie tylko w mieście, ale i w całych Prusach. (kliknij TUTAJ żeby przenieść się na Google Street View)

Zakon miał też inne zadanie – walkę z herezją. Swoją misję rozpoczęli od katarów, i albigensów w południowej Francji. Wykształcenie i metody dominikanów okazały się na tyle skuteczne, że stanowili oni większość inkwizytorów powołanych przez papieża Grzegorza IX w 1233 r. Po brutalnym zdławieniu katarów, dominikanie dalej zajmowali się walką z herezją, którą zaczęto kojarzyć z celowym działaniem sił nieczystych. Tomasz z Akwinu, dominikanin i jeden z najsłynniejszych filozofów średniowiecza, w swoim dziele Suma teologiczna, poruszył temat czarostwa. Św. Tomasz wypracował nową koncepcję działania Szatana – według Akwinaty ludzie mogli aktywnie dążyć do współpracy z Szatanem, używając jego mocy do praktykowania czarostwa. Wcześniej Kościół (w instrukcji Canon Episcopi ) w ogóle wykluczał istnienie takiego zjawiska, traktując przejawy magii jako iluzję lub chorobę.

Od czasu św. Tomasza czarowników i czarownice uznano za realne postaci oraz zrównano ich z heretykami, którym należy się przeciwstawić. Wyobrażenia licznych płonących stosów z czarownicami przez cały okres trwania średniowiecza to mit – dopiero ostatni wiek tej epoki przyniósł wyłom w mentalności ludzi. Koniec średniowiecza był gruntem na który padły ziarna psychozy, która miała się rozwijać w Europie aż do XVIII wieku i która zebrała straszliwe żniwo. Nie jest dziełem przypadku, że słynne dzieło Malleus Maleficarum, napisane przez dwóch dominikanów : Heinricha Kramera i Jakuba Sprengera, ujrzało światło dzienne pod koniec XV w. – w 1486 r.

Kuchnia czarownic. Obraz Fransa Franckena, ok. 1610 r. Źródło: Wikimedia Commons

Czarostwo w Gdańsku

W tej epoce Gdańsk należał do państwa zakonu krzyżackiego. Miasto zaczęło się dopiero odradzać w kilka dekad po tragicznych zniszczeniach 1308 roku, które przeszły do historii pod nazwą rzezi Gdańska, zakończonej zagładą osiedla na prawie lubeckim, które znajdowało się w rejonie Starego Miasta. W latach 1341–1342 Zakon wprowadził w Głównym Mieście prawo chełmińskie, które przewidywało dla czarownic i czarowników spalenie żywcem na stosie, a dla ich współpracowników – ścięcie. Od średniowiecza aż do XVI wieku czarownice z Gdańska i okolic były stawiane przed sądem kościelnym.

W tej materii jurysdykcję sprawował biskup kujawski, sprawy więc rozpatrywał sąd biskupi we Włocławku, jednak to nie wyroki skazujące były wydawane najczęściej. W 1483 r. niejaki Johann Ludele oskarżył o bycie czarownicą Elisabeth Gronink z Gdańska, która przez swój pakt ze Złym miała szkodzić ludziom i bydłu. Kobieta została uwolniona z zarzutów. Przed sąd trafiały nie tylko kobiety – w 1497 r. przed sądem biskupim stanął gdański duchowny Mathias Kykyebosch, który został oskarżony o sprzedanie hostii ludziom, chcących ją wykorzystać z magicznych rytuałach mających na celu odnalezienie skarbów. Kapłan również został uniewinniony.

Na zmianę tego stanu rzeczy miały wpływ dwa czynniki – przyłączenie Gdańska do Rzeczpospolitej i przywileje z tym związane, oraz zwycięstwo Reformacji w mieście. Król Kazimierz IV Jagiellończyk pozwolił miastu na wydawanie wilkierzy, czyli statusów miejskich – z czego Rada od razu skwapliwie skorzystała. W wilkierzu z 1500 r. pojawił się przepis nakazujący ścigać osoby, które za pomocą czarów szkodzą bliźnim.

Gdy w październiku 1517 r. Marcin Luter przybił swoje tezy na wrotach kościoła Wszystkich Świętych, rozpoczął rewolucję, która odmieniła Europę – zwłaszcza jej północną część, z miastami na czele.

Marcin Luter przybija swoje tezy do wrót kościoła w Wiitenberdze. Obraz Ferdinanda Pauwelsa, 1872 r. Źródło: Wikimedia Commons

Chociaż Luter był wielkim reformatorem, nie pozostał wolnym od grzechów epoki – jak chociażby agresywnego antysemityzmu – którego efektem było wypędzenie Żydów z wielu niemieckich miast. Luter  zrównywał Żydów, muzułmanów, cyganów i czarownice jako agentów diabła, pomagających mu w walce z Chrystusem. Zarówno katolicy jak i protestanci wykorzystywali polowania na czarownice jako narzędzie walki z odstępstwem od ortodoksji. Reformator zresztą często oskarżał swoich przeciwników – zarówno katolików, jak i innych protestantów – o posługiwanie się czarami i konszachty z diabłem.W swoim kazaniu wygłoszonym w 1522 r., Luter oskarżał czarownice o umiejętność przemiany w zwierzę, kanibalizm czy stosunki seksualne z demonami. Gdy tłumaczył Biblię na niemiecki, musiał zapaść mu w pamięć werset z Księgi Wyjścia: czarownicy żyć nie dopuścisz. Jedną z ulubionych obelg Lutra było nazywanie przeciwników dziwkami diabła.

Fragment Biblii Gdańskiej z wersetem dotyczącym czarownic. Źródło: Polona.pl

Jeszcze bardziej zajadłym przeciwnikiem czarownic był Jan Kalwin. W centrum kalwińskiej myśli, w Genewie, stosy płonęły bardzo często; Konsystorz walczył z przesądami i zabobonami, czego przejawem miały być również niektóre katolickie rytuały, sakramenty czy kult licznych świętych. Kalwinizm był bardzo surową odmianą protestantyzmu. Angielscy kalwini, nazywani purytanami, w obawie przed prześladowaniami w ojczyźnie wyruszali do Ameryki. Zabrali ze sobą również strach przed czarownicami – to właśnie purytanie byli odpowiedzialni za słynne procesy czarownic w Salem w 1692 r.

Czarowanie…czyli herezja

W XVI i XVII wieku procesy czarownic były przeprowadzane zarówno przez katolików, jak i przez protestantów – najwięcej skazanych na stos przypada na lata 1560 – 1660, a w roli łowców heretyków i czarownic dominikanów zastąpili jezuici (brali oni udział w największym procesie czarownic w Trewirze, podczas którego stracono prawie tysiąc osób oskarżonych o czary).

Ze zrównania czarostwa z herezją wyrosło kolejne przekonanie, wspólne dla wszystkich religii – wszystkie czarownice, niezależnie od pochodzenia, wykształcenia czy wieku – miały być członkiniami jednej tajemnej wiedźmiej sekty, oddającej cześć Szatanowi. To było punktem wyjścia do podkreślania roli zawarcia paktu z diabłem i sabatów czarownic, czyli miejsc spotkań tej organizacji.

Po ostatecznym zwycięstwie Reformacji w Gdańsku zmieniły się również kompetencje sądownicze. Organem zajmującym się sądownictwem w mieście była ława. Dożywotnio wybierano zarówno ławników Głównego, jak i Starego Miasta, a procesom przewodził sędzia wybierany rokrocznie przez Radę Miejską. Sądzenie oskarżonych o czarostwo należało do kompetencji ławy Starego Miasta. To właśnie ława zajmowała się przebiegiem całego procesu. Wyroki śmierci nadzorował burgrabia, czyli najważniejszy przedstawiciel króla w mieście.

W bogatym mieście portowym, pełnym  kupców i marynarzy, nie brakowało również ludzi którzy prowadzili bardziej szemraną działalność. Liczne gospody, słynne gdańskie piwo i sprowadzane zza granicy wino również mogły być źródłem kłopotów z prawem; nie mówiąc już o zwykłych emocjach dnia codziennego.

Targ Węglowy w Gdańsku na tzw. planie sztokholmskim z około 1600 roku.

W nowożytnym Gdańsku katalog przewinień karanych na gardle był całkiem pokaźny, chociaż nad Motławą stosowano jedynie cztery metody wykonywania kary śmierci. Najrzadziej palono na stosie, co groziło nie tylko oskarżonym o czarostwo (i innym występującym przeciwko boskiemu porządkowi), ale również sodomitom oraz…fałszerzom pieniędzy. Jeżeli już jednak padał taki wyrok, stos był wznoszony na Targu Węglowym. (kliknij TUTAJ żeby przenieść się na Google Street View)

Złodziejów wieszano na położonej przy drodze do Oliwy Górze Szubienicznej; tutaj też łamano kołem skazanych za najbardziej brutalne przestępstwa.

Jednak najpopularniejszą metodą uśmiercania wybieraną przed gdańską Temidę (ponad 60% znanych przypadków) było ścięcie mieczem, które odbywało się tuż przy północnej ścianie Wieży Więziennej. Złapanego i osadzonego przestępcę zamykano w Wieży Więziennej. Jeżeli został skazany na karę śmierci,  oczekiwał końca swojej ziemskiej wędrówki w jednej z trzech ciemnych, wilgotnych cel leżących blisko przejścia do Katowni. Jak już wspominaliśmy w jednej z poprzednich „Makabresce”, miały one własne nazwy: Lis, Zając oraz Kain i Abel (Fuchs, Hase, Kain, Abel).

W wilkierzu z 1500 roku pojawił się przepis nakazujący ścigać osoby, które za pomocą czarów szkodzą bliźnim. Już rok później przed gdańskim sądem miejskim rozegrał się bardzo ciekawy proces, w którym oskarżone zostały dwie kobiety. Zarzucono im odcięcie kawałka materiału z ubrania mieszczanina uczestniczącego w mszy w kościele Mariacki oraz użycia tkaniny do szkodzących mu czarów. Po ciężkich torturach kobiety przyznały się do winy i chociaż nieznany jest finał sprawy, najprawdopodobniej poniosły najbardziej surową karę.

Profil czarownicy

Najbardziej wystawione na oskarżenie były kobiety, zwłaszcza żyjące samotnie – wśród skazanych sporo było chociażby wdów (te mogły razić lokalną społeczność chociażby odziedziczonym majątkiem lub sposobem prowadzenia się). W oskarżeniach na pewno niemałą rolę odegrały zwykłe plotki, zawiść czy próby celowego wprowadzenia w błąd sędziów. Oczywiście nie można wykluczyć że w niektórych przypadkach oskarżający naprawdę wierzyli w działanie sił nieczystych. Czarownice pochodziły głównie z terenów wiejskich, które należały do Gdańska – z Żuław, Mierzei i najbliższej okolicy miasta. Problem czarostwa i masowych polowań zawsze silniej dotykał tereny mniej zurbanizowane, wiejskie – czy to w Rzeczpospolitej, czy w innych krainach Starego Świata.

Sabat czarownic. Obraz Fransa Franckena, ok. 1606 r. Źródło: Wikimedia Commons

Márton Szepsi Csombor, węgierski protestant i podróżnik, w latach 1616 – 1617  bywał w Gdańsku, pierwotnie zamierzając podjąć studia w tutejszym Gimnazjum. Z tego zamiaru zrezygnował i kontynuował swoją podróż po Europie, owocem której była księga zawierająca jego relację ze swoich przygód, nazwana „Europica Varietas”. Znalazły się tam obszerne fragmenty poświęcone nadmotławskiemu emporium, a jeden z nich dotyczy rzekomej zabobonności gdańszczanek:

Jednej jeszcze rzeczy o Gdańsku nie mogę przemilczeć. Niewiasty – co, jak mniemam, przejęły ze spuścizny duchowej po papieżu pozostałej – oddają się zgubnym zabobonom. W wigilię dnia świętego Andrzeja, in vigilis Andreae, niektóre aż do wieczora nic do ust nie biorą, inne jedzą, ale tylko kilka kęsów. Wszystkie zaś pokornie i frasobliwie oczekują nadejścia nocy i zanim pokładają się do łóżek, gołe, tak jak wyszły z łona matek – to mi dopiero igraszki z szatanem – przed łożami padają na kolana i błagają świętego Andrzeja specjalnymi modłami, aby przyszłego wskazał męża. Wierzą one niezbicie, że wyśniony tej nocy będzie późniejszym małżonkiem.

Czasami kobiety naprawdę parały się wróżbiarstwem, zielarstwem czy magią – rozróżniano różne formy czarostwa. W 1594 r. przyjęto w Gdańsku rewizję toruńską prawa chełmińskiego, która za czary bez wyrządzania szkody (jak chociażby wróżenie ze szklanej kuli) przewidywała jedynie wygnanie.

Niekiedy stosowano dodatkowe kary. 22 września w Gdańsku Anna Egert została skazana nie tylko na wygnanie, ale i na dotkliwą chłostę przy pręgierzu, który znajduje się do dzisiaj na murze Wieży Więziennej. Przewiną Anny nie było wyrządzanie fizycznych szkód na ciele, ale oszukiwanie za pomocą czarów. W jaki dokładnie sposób? Tego niestety nie wiemy.

Jednak już trzy lata później, w 1597 r., wydano w Gdańsku nowy wilkierz, którzy zaostrzył represyjność kary i przewidywał stos za wszystkie formy magii. Nieprzypadkowo uchwała została przyjęta w okresie, w którym polowanie na czarownice były najbardziej intensywne – dodatkowo ścisła elita władzy w Gdańsku była konfesji kalwińskiej (w przeciwieństwie do luterańskiej większości), która odznaczała się wyjątkową surowością w tych kwestiach – nauka o predestynacji sprzyjała łatwiejszemu osądowi tych, którzy nie mogli się skutecznie bronić.

Tortury mistrza małodobrego

Koronnym dowodem udowodnienia czarownicy jej winy było jej przyznanie się do swojej herezji, wyparcia się Boga i kontaktów z diabłem. Jak można się domyślić, większość kobiet nie była chętna do składania takich zgubnych oświadczeń. Często więc, w pełnym majestacie miejskiego prawa, nakazywano wyciągnięcie prawdy w brutalny sposób – poprzez tortury.

Te mistrz małodobry wykonywał w Katowni – możemy przypuszczać, że w katalogu stosowanych przez niego metod było szarpanie cęgami i nakłuwanie ciała w poszukiwaniu diablego znamienia, które mogłoby świadczyć o winie kobiety.

Gdański kat oczywiście nie mieszkał w Katowni, tylko w okolicy miejskich murów – przy dzisiejszej ulicy Pachołów. Razem ze swoimi pachołkami (nazywanymi w staropolszczyźnie katowczykami) był jednak częstym gościem w kompleksie więziennym oraz w jego najbliższym otoczeniu. W Gdańsku kat musiał nosić niebieskie szaty przepasane żółtym pasem; wszyscy musieli w mgnieniu oka rozpoznać jego postać, aby uniknąć fizycznego kontaktu i zbrukania. Jako człowiek otoczony tabu, będący jednocześnie częścią świata grzechu i nieczystości oraz niezbędnym elementem machiny wymiaru sprawiedliwości, był obciążony wieloma obowiązkami poza wykonywaniem kar śmierci. W Gdańsku kat podlegał zwierzchnikowi strażników miejskich, który rezydował na Ratuszu.

Gdański kat na odręcznym rysunku Petere Mundy’ego z XVII wieku.

We wnętrzu Katowni mistrz małodobry, za pomocą tortur wydobywał z podejrzanych zeznania. Nawet jeżeli oskarżony się nie przyznał i został oczyszczony z zarzutów, najczęściej zabiegi katowskie doprowadzały do licznych urazów i kalectwa – chociaż niewiele osób wytrzymywało wizytę w izbie tortur bez przyznana się do winy. Kiedy kobieta nie była już w stanie znieść bólu, przyznawała się do wszystkiego, o co ją oskarżano, a nawet często dodawała coś od siebie, byleby dać słuchającym to, czego oczekiwali i przerwać tortury.

Tak musiało być w przypadku wdowy po Hanie Schmidtcie–Luci. W czerwcu 1570 r. kobieta została oskarżona o wykonywanie szkodliwych czarów. Sprawy nabrały szybkiego tempa. Bugrabia Matthias Zimmermann wydał zgodę na przesłuchanie i tortury, podczas których wdowa przyznała się do zarzucanych jej czynów. 19 czerwca została skazana na spalenie żywcem, jednak wybrała inny los – odebrała sobie życie w więziennej ciemnicy.

Chociaż to głównie kobiety były ofiarami oskarżeń i procesów o czary, również mężczyźni–czarownicy trafiali na stos. Najsłynniejszym przykładem jest przypadek Urbaina Grandiera . Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że skazany Francuz był księdzem katolickim w kościele św. Krzyża w Loudun . W 1632 grupa zakonnic oskarżyła go o złośliwe czary i pakt z demonem Asmodeuszem. Powodem oskarżenia miała być rzekome odrzucenie awansów przeoryszy klasztoru przez księdza. Na swoje nieszczęście Grandier był autorem kilku pamfletów uderzających we wszechwładnego kardynała Richelieu, który doprowadził do tortur kapłana – sfabrykowano nawet podpisany przez Grandiera, demony i samego Lucyfera pakt, napisany odwróconą łaciną. Wyrok – spalenie żywcem – wykonano w 1634 r.

Wieża Więzienna i Katownia w Gdańsku.

Również Gdańsk ma swojego czarownika. W 1575 r. przed sądem miejskim stanął Hans Schrecken. Mieszczanin musiał być dobrze sytuowany, ponieważ stać go było na nie byle jakie instrumentarium – złocone zwierciadło i liczne księgi, którymi posługiwał się w swoich rytuałach. Schrecken został uznany winnym zarzucanych mu czynów. Został najpierw ścięty, a później jego ciało spalono – razem z rekwizytami, których miał używać do swoich czarów.

Czasami los był dla oskarżonych o czarostwo wyjątkowy okrutny. 20 lutego 1573 skazana Anna Masterhauer miała nie tylkozostać spalona, ale przed tym czterokrotnie szarpano jej ciało cęgami w czterech publicznych miejscach, co miało dodatkowo upokorzyć czarownicę.

Zdarzały się też przypadki, w których kobietom okazywano swego rodzaju litość. 19 grudnia 1639 r. za winne uznano Barbarę Falschen oraz Esther Platzken; kilka miesięcy później, 5 marca 1640 r., podobny los spotkał Gertrudę Fette oraz Annę Hoffman. Kobiety wyraziły jednak skruchę z powodu swoich czarnoksięskich praktyk , dlatego najpierw zostały ścięte, a dopiero później ich ciała zostały spalone – sama śmierć była więc krótsza i, o ile można tak powiedzieć, mniej okrutna.

Spalenie żywcem było wyjątkowo bolesną karą. Śmierć nadchodziła z różnych powodów – przez zatrucie tlenkiem węgla lub uduszenie się. U skazańców występowała hipowolemia, czyli zbyt małą ilość krwi w organizmie. Czasami powodem śmierci był udar cieplny, a w końcu termoliza, czyli rozpad materii pod wpływem wysokiej temperatury. Niezależnie od bezpośredniej przyczyny, spalenie żywcem było okrutnym spektaklem.

Spalenie czrownic w Derenburgu, 1555 r. Źródło: Wikimedia Commons

Kto był ostatnią gdańską czarownicą, spaloną na stosie? Według najpopularniejszej wersji była nią 88 letnia staruszka, Anna Krüger, mieszkająca w pobliżu Lazaretu czy też inaczej Domu Ospy. Oskarżono ją o kontakty z diabłem i szkodzenie zwierzętom domowym sąsiadów. Chociaż początkowo nie przyznawała się do winy, tortury szybko wymusiły właściwe zeznania. Leciwa wdowa opowiedział ze szczegółami, że diabelskiej sztuki nauczył ją zmarły mąż. Demon z którym się kontaktowała o całkiem swojskim imieniu Klaus, w zamian za duszę Anny obiecał jej piękne miejsce w piekle, wypełnione przyjemnościami w miejsce cierpień.

Wyrok – spalenie żywcem – wykonano 9 grudnia 1659 r. , jednak w ostatniej chwili kat zlitował się, zawieszając na szyi staruszki woreczek z prochem, który miał skrócić jej cierpienia. Jednak czy naprawdę Anna Krüger była ostatnią spaloną czarownicą w Gdańsku?

Według profesora Dariusza Kaczora, ten wątpliwy zaszczyt powinien być przypisany komuś innemu. Anna Krüger pojawia się jedynie w twórczości Matthiasa Gotthilfa Löschina, XIX–wiecznego historyka i pedagoga, który napisał dwutomową historię miasta. Możliwe jednak, że historia ostatniej czarownicy była bardziej anegdotą lub utrwaloną legendą, ponieważ wzmianki o tej sprawie nie pojawiają się w dokumentach sądowych.

Jeśli więc nie Anna Krüger , ostatnią gdańską czarownicą spaloną na stosie byłaby Anna Wagnersche (lub Wagner). We wrześniu 1647 Anna, wraz z inną kobietą, Barbarą Lucht, zostały oskarżone o czary i uznane za winne stosowania diabelskich mocy. W obliczu okazanej skruchy Barbara została przed spaleniem ścięta; Annę jednak spalono żywcem. W tej wersji ostatnia spalona w Gdańsku czarownica nie byłaby stąd – Wagnersche pochodziła z niewielkiej wioski Rybiny na Mierzei, założonej na początku XVII wieku przed Olędrów.

Bez względu na to, jak faktycznie nazywała się ostatnia zgładzona czarownica, ostatni akt okrutnej sprawiedliwości wymierzono w Gdańsku w połowie XVII wieku. Dla porównania, w innych częściach Rzeczypospolitej procesy o czary zakończyły się dopiero ponad sto lat później, w połowie XVIII wieku, zaś ostatnią spaloną czarownicą w Europie jest Barbara Zdunk, dla której sos przygotowany w w 1811 r. w warmińskim Reszlu.

Choć dziś na szczęście stosy już nie płoną, często nie ustajemy w poszukiwaniu wrogów, których wspólną cechą jest po prostu inność. Warto czasem spojrzeć wstecz aby uchronić się od bycia współczesnymi inkwizytorami.

Ten odcinek Makabresek został przygotowany i zrealizowany przez Alicję i Michała Ślubowskich. Po więcej informacji związanych z podcastem odwiedź naszą stronę internetową – www.makabreski.pl oraz profil na Facebooku. Na naszej stronie internetowej znajdziesz transkrypcję odcinka oraz literaturę dla chcących wiedzieć więcej. Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów. Jeżeli podoba ci się to, co robimy, oceń Makabreski w swojej aplikacji i daj znać swoim bliskim – to najlepszy sposób na rozwój podkastu! Ale przede wszystkich dziękujemy wam, słuchacze i słuchaczki – bez was nie byłoby Makabresek.

Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów: YouTube , Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *