Odcinek #10 Potworny płód doktora Joachima Oelhafa

Odcinek #10 Potworny płód doktora Joachima Oelhafa

Renesans był epoką przełomową pod wieloma względami – nie tylko w takich dziedzinach jak sztuka czy architektura. Wielkim umysłom Odrodzenia zawdzięczamy także zmianę oblicza nauki. Uczonym nie wystarczało już wertowanie wypełnionych przestarzałymi badaniami ksiąg autorstwa starych autorytetów – zamiast tego pojawiła się potrzeba poznania Człowieka, zarówno żywego, jak i martwego, poprzez praktykę i doświadczenie (wcześniej w tym temacie polegano na analogiach do organizmów zwierzęcych). Koncepcje rzymskiego lekarza, Galena, nie podważane przez całe scholastyczne średniowieczne, teraz uznano za anachroniczne.

Jednym z narzędzi poznania ludzkiej anatomii stała się sekcja zwłok. W 1497 roku słynny włoski anatom Alessandro Benedetii w swojej pracy sprecyzował warunki publicznych sekcji (traktowanych jako lekcje anatomii właśnie). Miały się one odbywać w theatrum urządzonym na kształt starożytnych teatrów Rzymu czy Werony., z dobrze oświetlonym stołem znajdującym się w centrum. Pokazy, w których udział brali studenci medycyny i uczeni, miały trwać pięć dni, podczas których demonstrowano kolejne poszczególne partie ciała (zewnętrzną budowę ciała, układ mięśniowy i kostny, układ pokarmowy i rozrodczy, serce, płuca, wątrobę, mózg, układ krwionośny i nerwowy). Według wytycznych Benedettiego wykorzystywane w pokazie zwłoki miały należeć do pochodzącego z odległych stron i reprezentującego niziny społeczne skazańca. Preferowano wisielców w średnim wieku (najpewniej ze względu na mniejsze ryzyko zniszczenia organów wewnętrznych), średniej tuszy, ale wysokich – tak, aby było ich widać z dalszych rzędów. Nazwą theatrum anatomicum określano zarówno samą sekcję – spektakl, jak i budynek, w którym się odbywała. Pierwszy taki teatr wybudowano w 1594 roku na Uniwersytecie w Padwie, musiało więc minąć wiele lat, zanim wskazówki Benedettiego zaczęły być wprowadzane na szeroką skalę wewnątrz murów europejskich akademii. Sekcje, dotychczas przeprowadzane na cmentarzach, w aptekach lub w prywatnych kwaterach, teraz zyskały prawdziwie teatralną oprawę, symbolicznie stanowiąc początek pewnej nowej epoki.

Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów: YouTube , Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, Facebook

Ukraść zwłoki, czyli geniusz Wesaliusza

Innym uczonym, który miał swój wielki udział w rozwoju anatomii, był zawiedziony poziomem jej nauczania na uniwersytetach, flamandzki badacz, Andreas Vesalius, żyjący w latach 1514-1564 Wesaliusz sprzeciwiał się staremu zwyczajowi, według którego lekarze jedynie nadzorowali cały proces sekcji zwłok, ograniczając się do wydawania poleceń chirurgowi bądź cyrulikowi i komentowania ich poczynań z wysokiego tronu. W dodatku, jak już wspomnieliśmy, najczęściej na stołach sekcyjnych lądowały martwe zwierzęta, w budowie których upatrywano się analogii do budowy ludzkich organizmów. Zdobyta w ten sposób wiedza była niepełna i obarczona niezwykle dużym prawdopodobieństwem błędu.

Studiując w Paryżu, Wesaliusz próbował zaspokoić swój głód wiedzy. Według anegdot, młody lekarz od osłoną nocy wykopywał ciała z Cmentarza Niewiniątek. W celu pozyskania materiału badawczego odwiedzał również miejsca, omijane przez porządnych mieszczan szerokim łukiem. Należał do nich szafot w Montfaucon, główne miejsce wykonywania wyroków powieszenia, gdzie ciała złoczyńców wystawiano na widok publiczny ku przestrodze. Tam musiał walczyć o zdobycz ze sforami zdziczałych psów. Podobne praktyki Wesaliusz stosował również w innych miastach, w których się pojawił. Zdobyte szczątki preparował we własnej kwaterze, gdzie służyły mu za pomoc naukową.

Strona tytułowa ” De humani corporis fabrica„. Źródło: Wikimedia Commons

Z czasem Wesaliusz zaczął osobiście przeprowadzać sekcje na ludzkich zwłokach. Przeniósł się do Padwy, gdzie uzyskał tytuł doktora…i posadę profesora na Uniwersytecie. Flamandczyk zdobył wiedzę anatomiczną znacznie przekraczającą ówczesne standardy. Efekty swoich dociekań opublikował w monumentalnym dziele De humani corporis fabrica wydanym w 1543 roku. Ryciny przygotował Jan van Calcar. Ukazanie się Fabrici było przełomowym momentem w historii nauczania anatomii, a sama księga na wiele wieków stała się podstawowym dziełem traktującym o budowie ludzkiego ciała. Wesaliusz w swoim dziele również użył znanego nam już określenia theatrum anatomicum. Dziś przekonamy się, że tego rodzaju miejsce znajdowało się również w Gdańsku.

Anatomiczny spektakl

Gdańskie Auditorium Anatomicum, bo o nim właśnie mowa, znajdowało się we wschodnim skrzydle Gimnazjum Akademickiego, mieszczącego się w byłym klasztorze franciszkanów na Starym Przedmieściu. Oprócz sekcji zwłok, w Audytorium odbywały się wykłady i dyskusje. Była to prostokątna sala, upchnięta między biblioteką a prezbiterium kościoła św. Trójcy, wyposażona we wznoszące się wokół stołu sekcyjnego rzędy siedzeń. Nie stanowiła więc przykładu klasycznego teatru anatomicznego, który w założeniu Benedettiego miał być budowlą o wiele bardziej monumentalną.

Publiczne prezentacje anatomiczne, chociaż zmonopolizowane przez uniwersytety, i pierwotnie przeznaczone dla adeptów sztuki medycznej, zaczęły przyciągać nie tylko lekarzy i studentów, co jeszcze zwielokrotniło ich teatralny wymiar. Zwykli obywatele również chcieli wziąć udział w tym ponurym spektaklu, w czasie którego mieli okazję obejrzeć wszystko to, co kryło się pod cienką warstwą ludzkiej skóry. Dopełnieniem widowiska był wygłaszany jednocześnie wykład, ponieważ, koniec końców, całość miała służyć przede wszystkim poszerzaniu wiedzy.

W niektórych teatrach anatomicznych nie brakowało również dekoracji. Oczywistymi rekwizytami były szkielety – zarówno ludzkie, jak i zwierzęce – ustawione w wymyślnych pozach, a także gabloty z narzędziami chirurgicznymi i freski przedstawiające wielkich uczonych z Hipokratesem na czele. Niekiedy wielodniowe pokazy były uatrakcyjnianie przez muzyków, którzy jeszcze wzmacniali teatralny charakter, z założenia naukowego, pokazu.

Teatr anatomiczny w Lejdzie. Źródło: Wikimedia Commons

Jak już wspomnieliśmy, publicznym sekcjom zwłok najchętniej poddawano skazańców (ten aspekt przedstawienia szybko uregulowano odpowiednimi prawami), ale także zmarłych już za życia znajdujących się poza nawiasem społeczeństwa – żebraków, włóczęgów czy bezimiennych podopiecznych przytułków i szpitali. Potwierdzeniem tych reguł (od których jednak zdarzały się liczne odstępstwa) są dwa obrazy Rembrandta przedstawiające publiczne lekcje anatomiczne – chyba najlepiej utrwalona w zbiorowej świadomości ilustracja tego widowiska, jaką jest Lekcja anatomii doktora Tulpa oraz drugie dzieło – Lekcja anatomii doktora Deymana. W pierwszym przypadku sekcja ma miejsce na ciele Adriaena “het Kindta” Adriaenssona, skazanego na powieszenie za napaść i kradzież płaszczyka (doktor Tulp demonstruje adeptom mechanizm zginania palców ręki, rozcięta dłoń przestępcy kojarzy się z wykonaną przez niego kradzieżą). Na drugim obrazie (który został poważnie zniszczony w wyniku pożaru, stąd nie zachował się cały wizerunek medyka), tytułowy uczony dokonuje sekcji mózgu powieszonego za rozboje krawca Jorisza Fonteijna.

Nauka oraz….rozrywka

Publiczne sekcje, choć z założenia stanowić miały źródło wiedzy, dla wielu były jedynie rozrywką. W owalnych teatrach zdarzały się więc ekscesy -jak chociażby wulgarne żarty wobec nagich zwłok kobiecych. Człowiek epoki baroku – w którym śmierć była codziennym gościem i wiernym towarzyszem licznych wojen – wykształcił w sobie pewne zamiłowanie do brzydoty i groteski, dlatego theatrum anatomicum z czasem coraz bardziej traciło znaczenie akademickiego narzędzia, stając się widowiskiem dla mas. Teraz przenieśmy się jednak do 28 lutego 1613 roku.

Wzrok zebranych był skupiony na centralnym miejscu sali. Znajdował się tam stół sekcyjny, oświetlony blaskiem licznych świec, aby był dobrze widoczny dla każdego. Napięcie w powietrzu rosło z każdą chwilą. Już za moment w gdańskim Auditorium Anatomicum miał rozpocząć się makabryczny spektakl…

Główne role we wspomnianym makabrycznym spektaklu przypadły dwóm aktorom: doktorowi Oelhafowi oraz zdeformowanemu ciału noworodka, które miało zostać poddane publicznej sekcji.

Dla Joachima Oelhafa wieczór ten był chwilą triumfu i zwieńczeniem długiej drogi adepta medycyny. Edukację rozpoczął w rodzinnym mieście, właśnie w murach sławnego Gimnazjum Akademickiego, do którego po latach wrócił, ale już w roli nauczyciela. Swoje studia zaczął w Wittenberdze, a zakończył w Montpellier, gdzie uzyskał tytuły doktora filozofii i medycyny.

Gdańskie Gimnazjum Akademickie – rycina z 1687 roku. Źródło: PBC.pl

Jednak to przystanki pomiędzy Niemcami a Francją były fundamentem dla największej pasji Oelhafa – anatomii. Gdańszczanin spędził kilka lat na Półwyspie Apenińskim – odwiedził słynącą ze swoich botaników Pizę, Padwę i matkę europejskich uniwersytetów – Bolonię.

Sekcja, którą doktor Oelhaf przeprowadził w lutym 1613 roku, nie była przeprowadzona na zwłokach złodzieja, mordercy czy innego wyrzutka, tylko na niemowlęciu – dziecku Bartłomieja i Anny Krop z Pruszcza.

Kobieta spędziła całe swoje życie w tej podgdańskiej wsi. Tam jej ojciec, Szymon Benneken, pracował jako grabarz. Stamtąd pochodził również mąż Anny, wiejski szewc. Dziewczyna szybko zaszła w ciążę i już 27 lutego 1613 roku, zaledwie kilkanaście miesięcy po ślubie, zaczęła rodzić.

Była godzina szósta, w całej wsi było ciemno i cicho, jedynie w domu Kropów musiało panować poruszenie. Najpierw na świat przyszły dwie żywe, niewielkie dziewczynki, które były dobrze zbudowane. Zaraz po nich Anna wydała na świat dziecko, którego płeć trudno było określić, a które Oelhaf nazwał później foetus monstrosus, czyli monstrualnym płodem. Dziecko, ujrzawszy światło poruszyło się, wkrótce jednak zmarło.

U niedoszłej matki widok ten musiał spowodować szok. W pośpiechu ochrzczono dwie pozostałe córeczki, te jednak wkrótce podążyły śladem ostatniego z rodzeństwa – obie zmarły w ciągu kolejnych dni. Niestety, inny scenariusz był niemalże wykluczony. Ciąża mnoga w przypadku trojaczków w 90% przypadków kończy się przedwczesnym porodem, wyższe również jest ryzyko śmierci. Zimą 1613 roku, w dodatku na wsi, trojaczki nie miały żadnej szansy na przeżycie. O dalszych losach Anny i Bartłomieja Krop nie wiemy nic, jednak bardzo dobrze udokumentowane są losy szczątków monstrualnego płodu.

Już 28 lutego zwłoki zdeformowanego dziecka pojawiły się w gmachu Gimnazjum Akademickiego, gdzie doktor Joachim Oelhaf miał przeprowadzić ich publiczną sekcję – pierwsze takie wydarzenie nie tylko regionie, ale i w całej Rzeczpospolitej.

Profesor anatomii musiał czuć zarówno ekscytację, jak i zdenerwowanie, chociaż w przeszłości przeprowadził już kilka autopsji. Na jego stole sekcyjnym wcześniej pojawiło się dziecko z wadami śledziony, ciało zmarłego gdańskiego profesora Bartłomieja Keckermanna i głowa bliżej nieznanego mężczyzny.

Ten przypadek był jednak wyjątkowy. Anatomowi towarzyszyła publiczność, złożona z uczniów Gimnazjum i miejskich dygnitarzy. Sekcja przeprowadzona w Auditorium Anatomicum pozostawiła po sobie ślad w postaci najsłynniejszego dzieła napisanego przez Joachima Oelhafa.

Foetus monstrosus…wydane przez gdańską oficynę Andrzeja Hünefelda, jest zaledwie kilku stronicowym dokumentem. Raport zawiera relację z sekcji (podzieloną na opis cech zewnętrznych i organów), publiczny list do szwajcarskiego uczonego Gasparda Bauhina oraz rycinę przedstawiającą tytułowy płód.

Rycina przedstawiająca płód z Pruszcza. Źródło: PBC.pl

Lektura broszury, którą Bauhin przedrukował później w swoim popularnym dziele, daje nam wyobrażenie jak silne emocje musiał wywołać w widzach Oelhaf, otwierając leżące przed nimi zwłoki.

Głowa dziecka, w porównaniu do reszty ciała, była nienaturalnie duża. Górna warga była rozszczepiona; w lewym oczodole brakowało gałki. Większość czaszki była ciasno opatulona czymś podobnym do błony wypełnionej żółtawym płynem. Przez cienką warstwę skóry na brzuchu widać było czerwone organy, wśród nich serce, pojedyncze płuco i wątrobę. Jedynie prawa noga była po części wykształcona, ale była zdeformowana i zaopatrzona jedynie w trzy palce. Już ten widok musiał wzbudzić lawinę szeptówi komentarzy, zapewne nie brakowało też westchnień obrzydzenia. Zapewne nie odstraszyło to jednak uczestników makabrycznego spektaklu, ciekawych narzędzi z bogatego arsenału anatoma.

Mózg okazał się spory i zwiotczały. Serce również nie miało zwyczajnego kształtu. Organy wewnętrzne były miękkie i wypełnione białym i żółtawym płynem, który wypływał z każdego naciętego miejsca na blat stołu. Oelhaf nie stwierdził obecności pęcherza i organów płciowych, ale jako pozostałe z trojaczków urodzonych przez Annę Krop były dziewczynkami, założył że również i ten płód był żeński – teoria ta miała dodatkowy argument w postaci położenia kości ogonowej.

Gdyby współczesny lekarz spojrzał na noworodka z Pruszcza, nie zobaczyłby potwornego płodu, tylko dziecko dotknięte rzadkim zespołem wad wrodzonych, najprawdopodobniej zespołem braku pępowiny. Jednak nawet dysponując całą dzisiejszą wiedzą i najnowocześniejszą aparaturą medyczną, współczesny lekarz nie mógłby uratować noworodka z Pruszcza.

Działalność Oelhafa przetarła szlaki kolejnym pokoleniom lekarzy i anatomów gdańskich. Kolejni profesorowie Gimnazjum Akademickiego, wśród których największą sławę zdobyli Laurentius Eichstadt i Johann Adam Kulmus, przeprowadzali publiczne sekcje oraz autopsje zwłok dla swoich studentów, porzucając w ten sposób staroświeckie już sztywne trzymanie się samej teorii. Na te lekcje uczęszczali też członkowie cechu chirurgów i balwierzy, dzięki czemu Gdańsk posiadał wykwalifikowaną kadrę tych medyków.

Kariera samego Oelhafa nie zakończyła się jedynie na piastowaniu godności profesora w Gimnazjum. Przez pewien okres przebywał na dworze króla Zygmunta III Wazy gdzie został mianowany lekarzem królewskim. W rodzinnym Gdańsku spłynął na niego jeszcze jeden zaszczyt – Rada Miejska powierzyła mu funkcję fizyka miejskiego, który sprawował nadzór nad kwestiami higieny, opiekował się miejscami w których leczono chorych i aptekami, starał się przeciwstawić epidemiom i ich śmiercionośnym żniwom. Korzystając ze swojej pozycji, zainicjował stworzenie małego ogrodu botanicznego na wałach miejskich, gdzie uprawiał liczne rośliny i zioła lecznicze.

W 1626 opublikował De seminario pestilenti, zadedykowane królowi polskiemu, które było owocem badań Oelhafa nad zarazą. Cztery lata po wydaniu tego dzieła w Gdańsku wybuchła epidemia, a sześćdziesięcioletni Oelhaf ruszył z pomocą chorym. Niestety, tę ostatnią walkę przegrał – zmarł w skutek zarażenia się od swoich pacjentów i został pochowany w Bazylice Mariackiej.

Choć dziś nie możemy już wziąć udzału w theatrum anatomicum, ludzie wciąż mają w sobie chęć oglądania rzeczy strasznych, widowisk, których składową których jest swego rodzaju makabryczność. A czy Państwo kupilibyście bilet na publiczną sekcję zwłok?

Ten odcinek Makabresek został przygotowany i zrealizowany przez Alicją i Michała Ślubowskich. Po więcej informacji związanych z podcastem odwiedź naszą stronę internetową – www. makabreski.pl oraz profil na Facebooku. Na naszej stronie internetowej znajdziesz transkrypcję odcinka oraz literaturę dla chcących wiedzieć więcej. Jeśli podoba Ci się to, co robimy, powiedz o nas znajomym i oceń nas w swojej aplikacji – to najlepszy sposób, żeby podcast się rozwijał! Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów.

Nie zapomnij śledzić Makabresek na Spotify, Apple Podcast i wszędzie tam, gdzie słuchasz swoich ulubionych podcastów: YouTube , Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, Facebook

2 thoughts on “Odcinek #10 Potworny płód doktora Joachima Oelhafa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *